Wystartowałem
źródło: www.lechpoznan.pl
Wstęp :
W końcu wystartowałem ze swoim blogiem piłkarskim. Chce dzielić się z Wami moimi prywatnymi uwagami, spostrzeżeniami czy analizami dotyczących świata futbolu.
- "Mecz na szczycie" w Lotto Ekstraklasie pomiędzy Lechem Poznań a Legią Warszawa.
Wyjątkowy spokój przed tym spotkaniem panował wśród kibiców obu ekip na portalach społecznościowych w porównaniu do poprzednich potyczek. Pokłosie było to spowodowane przeciętną postawa drużyn na starcie obecnego sezonu 2017/2018. Chorwaccy trenerzy obu drużyn Nenad Bjelica (Lech Poznań) i Romeo Jozak (Legia Warszawa) przed dzisiejszym meczem nie mogli posłać do boju niektórych kluczowych gracz, którzy borykali się z drobnymi urazami. Zabrało między innymi Volydymyr Kostevycha, Cristiana Gytkjaer , Artura Jędrzejczyka czy Miroslava Radovicia.
Od pierwszej minuty wyraźną dominacje na boisku wykazał zespół ze stolicy Wielkopolski, który swoją przewagę udokumentował już w 12 minucie bo bramce Macieja Gajosa. Jeszcze przed przerwą bramkę podwyższająca wyniki spotkania w 37 minucie strzelił niezawodny w tym sezonie Łukasz Trałka. W drugiej połowy wydawałoby się, że Legia rzuci się do ataku na bramkę Lecha. Jednakże nic takiego nie miało miejsca, za co Legia została skarcona po raz trzeci. W 65 minucie po uniknięciu spalonego Poznański TGV - Maciej Makuszewski będąc sam na sam z Arkadiuszem Malarzem technicznym strzałem po ziemi podwyższył wynik na 3:0 i nie pozostawił złudzeń kto tego wieczoru wygra derby Polski. W 85 minucie byliśmy świadkami bardzo interesującego wydarzenia. Sędzia Marciniak po faulu Lasse Nielsena zdecydował się podyktować rzut karny oraz pokazać Duńczykowi żółty kartonik. I wtedy do gry wkroczył system VAR z którego arbiter spotkań skorzystał, Zobaczył na ekranie jeszcze raz sporną sytuację i zdecydował się anulować podyktowany karny i kartkę obrońcy Lecha.
Legia przegrała 3:0 i trzeba powiedzieć szczerze, że była tłem dla Kolejorza. Drużyną bez pomysłu i jaj. Druga porażka nowego trenera w trzecim ligowym meczu dumy nie przynosi. Więc nie przypadkowo kibice, którzy przyjechali za swoimi piłkarzami z Warszawy skandowali na trybunach nazwisko byłego szkoleniowca Legii - Jacka Magiery.
Aaa i zapomniałbym o najlepszym zawodniku dzisiejszego spotkania - Robert Gumny. Teraz już rozumiem dlaczego jeden z dziennikarzy nazwał go Polskim Carvalajem. Mega talent.

Komentarze
Prześlij komentarz